Łódź rekrutacja vol. 2

Relacja, Studia | Autor: Privsand
Cze 13 2010

W internecie brak jakichkolwiek informacji na temat przebiegu i wyglądu egzaminu na studia reżyserskie w Łodzi. Szczerze mówiąc nie dziwię się temu, ponieważ PWSFTViT nie ma czym się chwalić jeśli chodzi o rekrutację. Informacje udzielane w sekretariacie i zamieszczone na stronie internetowej w żaden sposób nie pokrywają się z właściwym przebiegiem wydarzeń. W tym roku miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć w egzaminie wstępnym, dlatego też chcąc ustrzec przyszłych kandydatów, zamieszczam szczegółową relację przedstawioną z mojego punktu widzenia.

Moją wyprawę śmiało mogę podsumować słowami: „przybyłem, zobaczyłem, zaśmiałem się i wróciłem”. Po prezentacji profesjonalizmu, który pokazał mi tamtejszy sekretariat, nie spodziewałem się wiele, ale to co otrzymałem przeszło wszelkie granice.

Proponuję zapoznać się z tamtejszą komunikacją miejską, ponieważ targanie bagaży i przymusowe zwiedzanie całej ulicy Piotrkowskiej (jednej z najdłuższych), które zafundował mi zapytany o drogę taksówkarz, nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy po męczącej podróży. Po dotarciu do „Domu Studenta”, który wygląda z zewnątrz dość niepozornie, nastąpiło szybkie zameldowanie (30zł za noc w akademiku w pokoju 3-osobowym) i mogłem się już wprowadzić. Pokój miał około 3 metrów szerokości i 5 wysokości, co świadczy o naprawdę dziwnym zagospodarowaniu przestrzeni, która po prostu się marnowała. Kilku studentów uważało, że za cenę 30zł można oczekiwać czegoś lepszego niż 4 ściany i dach nad głową, więc pokój nie jest szczytem luksusu, ale pozwala spędzić noc przed egzaminem.

Akademik znajduje się około 15 minut drogi od Szkoły filmowej. Krótki spacerek małymi uliczkami i jestesmy na miejscu. Na terenie PWSFTViT znajduje się kilka budynków oznaczonych literami. Najważniejsza są dwa budynki: A (Sekretariat i centrum szkoły) i Z (Dziekanat Reżyserii). O dacie egzaminu dowiadujemy się z listów poleconych, które przychodzą do domu. Podawanie innego adresu korespondencyjnego jest bezcelowe; osoba się tym zajmująca nie zwraca nawet na to uwagi. Z listu tego wynikało, że mam stawić się o godzinie 9:30 w budynku Z. „Miła pani” w sekretariacie kazała mi się zarejestrować w Dziekanacie Reżyserii przed egzaminem. Tam też się udałem.

O godzinie 9:10 spotkałem się z resztą kandydatów przy tablicy ogłoszeń koło sekretariatu Dziekanatu Reżyserii (otwieranego od 10). Wszyscy czytali swój przydział do komisji, a co bardziej zorientowani komentowali jej skład. Listy są ułożone alfabetycznie, choć ciężko zrozumieć jakikolwiek system, według którego były układane. Dziennie komisja przyjmuje 15 osób. Ostatni numer kandydata na liście wynosi 156, czyli można wywnioskować, że tyle też w tym roku było chętnych na 8-10 miejsc kierunku Reżyserii Filmowej. Po 9.30 pojawiała się pani z sekretariatu Dziekanatu i kazała wszystkim natychmiast wyjść na zewnątrz. Chwilę później podobno pojawiła się i kazała czekać koło tablicy ogłoszeń.

Po godzinie 10, owa pani wyszła ponownie i poleciła znowu wyjść na zewnątrz (w celu bliżej nie określonym, być może by podziwiać ogród szkoły). Pojawiła się trójka reprezentantów komisji, w skład której wchodził Filip Bajon. Kilkoma słowami wstępu poinformowali, że owa prezentacja na stronie internetowej, która miała niby trwać 10 minut, wygląda na zasadzie rozmowy z kandydatem i trwa w zależności od 30 minut do 1 godziny. W tym momencie wszyscy przejrzeli na oczy i osoby z końca listy, zorientowały się, że wszystkie popołudniowe autobusy/pociągi im pouciekają. Ponadto zostaliśmy poinformowani, że jedna z wczorajszych komisji skończyła egzaminować ostatniego kandydata o godzinie 20. Brak profesjonalizmu + nieprawdziwe informacje na stronie oraz udzielane w sekretariacie, w mojej opinii nie świadczą dobrze o łódzkiej filmówce.

Przejdźmy dalej: po krótkiej organizacyjnej wizycie w Dziekanacie, wszyscy przenieśli się do budynku Z i ustawili się w kolejkach pod odpowiednimi salami. Po 10:30 komisja łaskawie raczyła przynieść sobie kawę i skompletować swój skład, zajmując miejsca w wyznaczonych pomieszczeniach. Słowem sprostowania wypada stwierdzić fakt: komisja NIE oglądała etiud kandydatów i NIE zapoznawała się z teczkami prac wcześniej. Pomiędzy poszczególnymi kandydatami jest 10 minut przerwy, w czasie której owa komisja mniej lub bardziej pokazuje brak zainteresowania nadesłanymi materiałami. Opuszczanie sali, by odebrać telefon w trakcie projekcji czyjeś etiudy, nie należy do rzadkości.

Rozmowa ma charakter wywiadu, w którym komisja „próbuje” wybadać predyspozycje kandydata. Z opinii innych egzaminowanych mogę wywnioskować, że pewne pytania są na temat najsłabszego ogniwa waszej teczki prac, które po przelotnym spojrzeniu wyjątkowo rzuca się w oczy. Dlatego przygotujcie się, by móc bronić jak najlepiej swojego zdania, choć jeśli ono się nie pokrywa z ogólnie przyjętymi schematami, to są nikłe szanse, że wasz wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony. Egzamin wstępny jest dość nieoficjalny, więc nie ubierajcie się w garnitury, by według studentów nie wystraszyć komisji, a spodnie z dresu mogą być jednak przesadą.

Na koniec wypada mi tylko stwierdzić, że tak bezczelne okazywanie lekceważenia i braku szacunku w stosunku do kandydatów, z których większość przyjechała z najodleglejszych części Polski, przekracza zwyczajnie granice przyzwoitości. Rozumiem brak organizacji sekretariatu, ale fakt, że komisja ma w wielkim poważaniu przyszłych studentów, tego nie potrafię pojąć. Witamy w Łódzkiej Filmówce… Zostaliście ostrzeżeni!