Pudełko schematów

Scenopisarstwo | Autor: Privsand
Mar 07 2010

Pytanie „jak napisać scenariusz filmowy?” z pewnego punktu widzenia nie ma sensu; w końcu ile jest filozofii w otwarciu odpowiedniego programu i rozpoczęciu pracy? „Jak skonstruować fabułę?” jest o wiele bardziej na miejscu, ale także nie wymaga większego wysiłku. Szablony i wzorce leżą przecież niemal na ulicy i czekają na wykorzystanie. Większość filmów to ta sama historia, nawet opowiadana w ten sam sposób, zapakowana tylko w inne pudełko (czyli: obsadę i miejsce akcji). Pisząc swój pierwszy scenariusz, kierowałem się napisaniem opowieści, którą już kino widziało, lecz w formie nieprezentowanej dotąd w Polsce. Zaledwie miesiąc po jego ukończeniu, doszedłem do wniosku, że nikt by nie poszedł na to do kina, co za tym idzie, że nikt by tego nie kupił…

Dość szybka i gwałtowna zmiana nastawienia? W dużej mierze zainspirowana kursem scenopisarstwa, organizowanym obecnie przez Bahama Films w Warszawie. Pierwsze spotkanie i przede wszystkim, najcenniejsze co może spotkać scenarzystę, kontakt z innymi twórcami, otworzyło mi oczy na polski rynek filmowy. Każdy chce być „artystą” i pisać „kino ambitne”, stawiając na głowie schematy, ignorując wytyczne, byle tylko zaprezentować innym swoją „duszę pisarza”. Ah, ten „słomiany zapał”. Chcieli zaskoczyć, poruszyć publiczność. Ja też tak chciałem…

Obowiązkowa literatura, czyli niezbędnik każdego scenarzysty, dzięki uprzejmości wydawnictwa Wojciech Marzec, jest ogólnodostępna i aż się prosi o przeczytanie. Jedną z najnowszych pozycji jest słynna już książka Christophera Voglera – „Podróż Autora”, traktująca o 12 etapach wyprawy bohatera, które zostały sformułowane przez Josepha Campbella jako przejaw inspiracji mitologią starożytną. Szersze omówienie tego „zjawiska”, czyli niemal gotowego schematu powstawania każdego scenariusza, znajduje się omówione na stronie KMFu. Prezentuję tutaj skróconą wersję poszczególnych etapów:

  1. Zwyczajny świat
  2. Zanim rzucimy bohatera w wir zdarzeń, należy pokazać go bezpiecznego w swoim naturalnym środowisku. Rutyna, która go otacza, może dawać mu poczucie bezpieczeństwa, bądź motywować do rozpoczęcia działania.

  3. Wezwanie do wyprawy
  4. Następuje wydarzenie, zaburzające monotonność życia. Oferta nowej pracy, zabójstwo kogoś z rodziny, prośba nieznanej osoby. Bohater musi się go podjąć, bo inaczej w tym miejscu kończyłby się film

  5. Odmowa
  6. Bohater waha się, choć jednocześnie wiadomo, że prędzej czy później podejmie się rzuconego mu wyzwania. Może tutaj nastąpić zdarzenie, bezpośrednia przyczyna, która sprawia, że wszelkie obawy znikną, a protagonista zyska motywację do działania.

  7. Mentor
  8. Spotkanie z nauczycielem, czy mistrzem, osobą bogatszą o pewne doświadczenie i służącą radami. Bohater pod jej okiem nabywa nowych umiejętności, które przydadzą mu się w późniejszych konfrontacjach.

  9. Pierwszy próg
  10. Protagonista decydując się na porzucenie otaczającego go, zwyczajnego świata, przekracza pierwszy próg. Nic już nie będzie takie same.

  11. Nowe postacie – Przyjaciele i Wrogowie
  12. Bohater poznaje nowe osoby, które będą mu towarzyszyć w wędrówce (sprzymierzeńcy) lub ją zakłócać. Tutaj jest zaprezentowana galeria ciekawych postaci, które różnią się zdolnościami, przez co uzupełniają się nimi wzajemnie.

  13. Bezpośrednia konfrontacja ze strachem
  14. Bohater posiadając już odpowiednie umiejętności i mając ze sobą kompanów (mniej lub bardziej towarzyszących mu), zagłębia się w świat antagonisty. Jest jednocześnie świadom niebezpieczeństwa, jednak zaszedł za daleko, by się wycofać.

  15. Wystawienie na próbę
  16. Bohater staje w obliczu próby, która może kończyć się śmiercią bliskiej osoby lub poważnie nadszarpnąć wiarę we własną siłę. Mimo nieszczęścia, które teraz go spotyka, protagonista podwaja wysiłki w dążeniu do celu.

  17. Osiągnięcie celu
  18. Zdeterminowany po wystawieniu na próbę, bohater osiąga swój cel; dowiaduje się prawdy, zdobywa cenny przedmiot. Wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku.

  19. Droga powrotna
  20. Zdobywając upragnioną nagrodę, musi liczyć się jednocześnie, że główny antagonista jest bardzo blisko. Radość z chwili zostaje przerwana przez ostateczną konfrontację z czarnym charakterem.

  21. Być albo nie być
  22. Tutaj wychodzą na jaw skrywane przez bohatera skazy, które jednak nie blokują heroicznych decyzji i pozwalają mu wygrać. Cała nauka nie idzie na marne, bohater zmienia się, dzięki czemu odnosi zwycięstwo lub pozostaje taki sam, co prowadzi do upadku.

  23. Powrót i zmiany
  24. Po ostatecznej konfrontacji wszystko się zmieniło, bohater po przełamaniu własnych leków, obaw i odniesieniu zwycięstwa powraca uleczony do zwyczajnego świata. Bogatszy o nowe przeżycia, zdobytą wiedzę, staje się nowym, lepszym człowiekiem.



Według mnie trzymanie się schematów jest złem ostatecznym, przeznaczonym dla kina komercyjnego, które nie toleruje zmian. Początkujący twórcy często chcąc napisać coś oryginalnego, opowiadają kolejną już historię według tych samych wzorców i w ostateczności nie wybijają się niczym ponad przeciętność. Żeby umieć omijać schematy, trzeba je znać. Nie odkryłem tym stwierdzeniem Ameryki, podkreślam je tylko, ponieważ wielu uważa, że bez podstawowej wiedzy filmowej jest w stanie napisać coś lepszego niż się ogląda na ekranach. Ah, ta próżność…

Konkursy takie jak Hartley-Merrill raczej nie lubią wydziwiania i zmieniania istniejących od tysiącleci zasad opowiadania historii. Mówię to na przykładzie wygranych i zekranizowanych scenariuszy „Bandyty”, czy „Komornika”. Jura w tych przypadkach postawiła na mocno zarysowane postacie i solidną (trzymającą się wytycznych) fabułę. Sam dochodzę do wniosku, że mój scenariusz raczej nie spełnia powyższych kryteriów i po prostu nie jest typem, który może wygrać. Na tym polega głównie praca scenarzysty; trzeba sprostać oczekiwaniom innych.

Kurs scenopisarstwa przeprowadzony przez Wiktora Piątkowskiego w ubiegłym tygodniu uświadomił mi, że powinno się porzucić chęć tworzenia „sztuki dla sztuki” i skupić się na czymś bardziej przystępnym. Przynajmniej na razie… Koniec końców, oryginalność nie jest zła, trzeba tylko umiejętnie ją dawkować.


komentarze 4

  1. p. pisze:

    Do tworzenia niezbędna jest pasja i zamiłowanie. Nie dotyczy to tylko pisania, ale także innych dziedzin sztuki. Bez chęci nie jesteśmy w stanie stworzyć niczego, co przykuje uwagę innych, będzie dobre (niekoniecznie najlepsze czy wybitne). Robiąc coś na odczepkę, powinno się zastanowić nad sensem bycia artystą w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa. To powoduje, że tworzenie „sztuki dla sztuki” ma pewien sens. Jest to sens osobisty, spełniania własnych ambicji, które nie muszą być przeznaczone dla publiki, ale mimo to muszę się z Tobą zgodzić, że ową oryginalność trzeba odpowiednio dobierać i przetwarzać. Nie oznacza to jednak, że musimy wypełniać polecenia innych, gdyż tworzenie dla samego siebie pozwala nam poznać swoje możliwości, rozwinąć własny warsztat, czy przygotować się do realizacji stawianych celów.

  2. Jakim pisze:

    Rzeczowy wpis, można z niego wiele wyciągnąć. Ja jestem zdania natomiast, że nawet jeśli scenariusz może być niestrawny dla znaczącej większości i bez szans na realizację pod egidą dużego producenta, nie należy rezygnować z wysiłków na rzecz projektu. Zawsze jest grupa (niewielka, ale jest) odbiorców poszukująca nowych prądów, nowej formy i potrafiąca docenić i wypromować we własnej grupie dany twór. No, ale to dopiero jest możliwe po pierwszych kilku „zwyczajnych” filmach, które po prostu przynoszą kasę :).

  3. Martyna pisze:

    Jak wiadomo, niestety wielcy artyści zazwyczaj są doceniani po śmierci… Ale tak być nie musi. Nie zasłużyli oni jednak na miano artystów, idąc schematami, tylko pokazali coś nowego, wbrew schematom. Dzięki temu zasłynęli, mimo że na początku nikt ich nie doceniał. A dlaczego? Bo nie bali się pójść inną drogą. Nie warto tworzyć czegoś, co ma trafić do jury, do tłumu. Lepiej stworzyć coś naprawdę dobrego, co się nie sprzeda, niż chałę, która będzie zarabiać miliony. Taki film się zobaczy, a za chwilę o nim zapomi. Po co kolejny film, który od początku wiadomo jak się skończy, w którym nie ma ziarnka zaskoczenia? Warto napisać dobry scenariusz choć dla małego grona osób, które docenią oryginalność sztuki. A takie osoby na pewno się znajdą. Czas na coś nowego, czego świat jeszcze nie widział. Ktoś musi zapoczątkować nowy “schemat”. Poprzedni też KTOŚ zapoczątkował. Poza tym, dlaczego ma się nie udać? Dlaczego ktoś ma tego nie docenić? A może jednak to będzie coś, czego komisja tego konkursu poszukuje? 🙂
    Tu mi się nasuwa pewna myśl Einsteina:
    “Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da i właśnie on to coś robi.”

  4. JO pisze:

    Dzięki za dzielenie się swoimi doświadczeniami z kursu i nie tylko. Przeczytałam Twój wpis z zainteresowaniem i będę tu regularnie wracać.
    Chciałam tylko dorzucić do dyskusji, że jest możliwe stworzenie czegoś dobrego, bez powielania ogólnie przyjętych wzorców (pierwszy z brzegu przykład „Pulp Fiction”) dla kina komercyjnego. Podstawowa zasada: widza trzeba doceniać. Niestety, oglądając niektóre filmy dochodzę do wniosku, że ich twórcy nie traktują mnie jako widza poważnie.