Spotkanie, krótko i na temat

Relacja | Autor: Privsand
Kwi 22 2010

Zbliżające się terminy egzaminów dość mocno nadszarpnęły moją pracę na blogu. Postaram się jednak w pewien sposób zrekompensować to moim stałym czytelnikom i przybliżę niedzielne spotkanie z Piotrem Wereśniakiem, które odbyło się w Warszawie. Owy „meeting” zorganizowany przez Wiktora Piątkowskiego (prowadzącego kurs scenopisarstwa), zaskoczył mnie dość mocno i zrewidował moje poglądy na wiele spraw.

Przyjazd do Warszawy w dzień pogrzebu prezydenta wiązał się jednoznacznie z niemal nienaturalnie wyludnionymi ulicami. Po dotarciu na miejsce, czekała już przygotowana sala i kilku zaproszonych gości. Zająłem miejsce i, czekając na głównego gościa, przestudiowałem jeszcze raz pobieżnie „Alchemię scenariusza filmowego” jego autorstwa, zastanawiając się, jakie to pytanie będę mógł zadać jednemu z najbardziej utytułowanych obecnie polskich scenarzystów. Rozległy się głosy, że może się spóźnić. Ah ci niewierni…

Około godziny 12 na scenie pojawił się punktualnie Piotr Wereśniak, żadna gwiazda, tylko człowiek z charakterystyczną saszetką przy pasie. Spotkanie oficjalnie rozpoczęte.

Wiktor Piątkowski uprzedził, że pan Wereśniak rozpocznie kilkoma słowami wstępu, rozluźniającymi atmosferę, by potem można było przejść do pytań. Zgodnie z tym, scenarzysta „Kilera”, popijając czarną kawę, przybliżył parę aspektów swojego fachu, drogę do sukcesu oraz zarysował wygląd przemysłu filmowego. Krótko i na temat. Gdy skończył mówić swój skromny monolog, spojrzałem na zegarek, minęło… 40 minut!

Tutaj wciąż nie bardzo umiem zrozumieć, jak to się stało, że mając wrażenie kilku chwil, upłynęło aż tyle czasu. Obecnie dochodzę do wniosku, że miały na to wpływ dwa czynniki:

  • konkretny sposób wypowiedzi pana Wereśniaka, który skupiał się na tym co ważne, ani przez chwilę nie zbaczając z tematu, co jest dość rzadką zdolnością u humanistów (przekonuję się o tym coraz częściej)
  • wreszcie trafiłem na wykład, który jest dla mnie ciekawy, dość słuchania o tłuszczach na chemii i prawdopodobieństwie na matematyce, co przyprawia mnie już o mimowolny odruch ziewania

Tak czy inaczej, wszystko, co powiedział Piotr Wereśniak, było kwintesencją tego spotkania. Temat został oficjalnie wyczerpany. Twórca „Kryminalnych” nie ukrywa, że sukces zawdzięcza przypadkowi; trafienia scenariusza „Kilera” na biurko Juliusza Machulskiego oraz zwykłemu, żmudnemu braniu udziału w konkursach na scenariusz, treatment czy pomysł filmu. Wszystko to oraz wygranie przez „Stację” konkursu Hartley-Merrill na etapie edycji międzynarodowej złożyło się na jego sukces. Opowiedział też, że plan filmowy przypomina bieganie masy ludzi w różnych, pozornie niezwiązanych ze sobą, kierunkach.

Po tym jak jedna z pytających osób pochwaliła się, że statystowała na planie filmowym i zobaczyła całe to zamieszanie, nasunęła mi się myśl, że tak drobne doświadczenie, jak przewijanie się na czwartym planie filmu, jest godne uwagi i w wolnej chwili postaram się poszukać ogłoszenie, czy gdziekolwiek nie jest potrzebny „wypełniacz tła”.

Nazwał się twórcą kina rozrywkowego, wyróżniając się tym samym spośród wielu obecnych artystów. Piotr Wereśniak chce po prostu kręcić dobre filmy dla widza. Rozsądne, moim zdaniem, podejście. Wiążę jedynie z tym jedno pytanie: „Czy kino rozrywkowe dla pana Wereśniaka to tylko komedie?”. Tak wynikałoby z tego co mówił, a uważam, że po „Stacji”, która oprócz dramatu była kinem sensacyjnym, twórca ten ma wielki potencjał, co idzie w parze z możliwościami, które posiada, by przywrócić świetność polskiemu kinu sensacyjnemu. Ufam, że po realizacji zaplanowanej komedii, następnym projektem być może okaże się film w zupełnie odmiennym gatunku.

Po niezwykłym monologu, rozpoczęły się pytania publiczności. Osobiście nie zadałem żadnego panu Wereśniakowi, z oczywistej dla mnie przyczyny; w swoim wstępie odpowiedział mi na wszystko, o co chciałem i mogłem zapytać. A odzywanie się tylko po to, by zostać zauważonym i pytanie o pierdoły, nie leży w mojej naturze. Same konkrety, tylko tyle.

W tym momencie powinienem wyjść, ponieważ, obecnie szacuję, że 80% zadanych pytań i odpowiedzi udzielonych przez pana Wereśniaka, znałem z przeczytania książek i stron internetowych, a 10% była kompletnie nie na temat. Choć gdyby wyszedł, ominęłyby mnie cięte riposty i trafne spostrzeżenia Piotra Wereśniaka, a tego mimo wszystko nie chciałem stracić.

„Jak się pisze zabawne dialogi?” … No proszę o litość…
„Czy film Kiler różnił się od scenariusza?” Nawet na blogu został poświęcony temu wpis. Wystarczy przeczytać, by nie dublować pytań.

Ale jestem pełen podziwu, że słuchanie tych samych pytań odnośnie „Kilera” nie obrzydło jego twórcy do tego stopnia, by zaczął odmawiać odpowiedzi.

Najistotniejszą informacją przekazaną przez pana Wereśniaka, było jego doświadczenie podczas projekcji „Kilera” w kinie, gdy publiczność wyła ze śmiechu, a on sam nie bardzo rozumiał z czego. Scenarzysta zawsze inaczej odbiera film, to chyba ogólna zasada.


Jedna odpowiedź

  1. p. napisał(a):

    podoba mi się puenta xD