Spotkanie z Juliuszem Machulskim

Relacja | Autor: Privsand
gru 26 2010

W ramach bonusu, dla wszystkich uczestników kursu scenariopisarstwa, Bahama Films organizuje spotkania ze znanymi twórcami filmowymi. W czasie trwania pierwszej edycji gościem specjalnym był Piotr Wereśniak (relacja tutaj). Natomiast w ubiegłym tygodniu (tytuł wpisu mówi sam za siebie) miałem przyjemność wysłuchać Juliusza Machulskiego, którego nikomu (chyba?) nie trzeba przedstawiać. Twórca m.in. „Seksmisji” i „Kilera” jest zarówno scenarzystą, reżyserem jak i producentem filmowym, wiążąc tym samym trzy najważniejsze i najbardziej spierające się ze sobą funkcje. Nie ma co ukrywać, że dzięki temu podczas pisania tekstów doskonale wie, co może zaakceptować jako reżyser oraz producent. Takie połączenie skutecznie rozładowuje napięcie towarzyszące konfrontacji tych trzech zawodów podczas kręcenia filmu.

Rozmowa odbyła się w sali kinowej przy ulicy Puławskiej 61 w Warszawie. Jest to miejsce, gdzie producenci oglądają gotowe filmy przed wypuszczeniem ich w świat. Co prawda nie dostrzegłem żadnej zapadni z wygłodniałymi zwierzętami, przeznaczonej dla mniej kreatywnych reżyserów, ale to właśnie tam ocenia się rezultat pracy całej ekipy filmowej. W końcu kilka pięter niżej swoją siedzibę ma studio produkcyjne Zebra, którego założycielem i dyrektorem jest Juliusz Machulski.


Podobnie jak w przypadku wcześniejszego spotkania, zaproszony twórca kilkoma słowami wstępu przybliżył zasady funkcjonowania w branży filmowej oraz okoliczności powstania niektórych swoich filmów. Tak jak w przypadku „Kilera”, scenariusz „Kołysanki” leżał już trochę na biurku i po pierwszym przeczytaniu nie zrobił większego wrażenia. Dopiero kolejna lektura, podyktowana chęcią znalezienia wyróżniającego się pomysłu, doprowadziła do zainteresowania tekstem, czego rezultatem jest powstały film. Juliusz Machulski stwierdził, że jego filmy muszą po prostu trafić w odpowiedni czas i widownię, by odnieść niespodziewany sukces. Przykładem jest zrealizowana w czasach komuny „Seksmisja” z 1983 roku, która dostarczała świetnej rozrywki, dając odskocznię od panujących „na zewnątrz” warunków.

Zapytany o cnoty i grzechy scenarzysty, twórca zwrócił szczególną uwagę na format scenariusza, który dużo świadczy o jego autorze, a co najważniejsze pozwala oszacować czas trwania filmu oraz (przede wszystkim) ułatwia lekturę. W odróżnieniu od amerykańskich producentów, w Polsce źle sformatowane teksty też są czytane, jednak (z niechęci do nich) odkłada się je na sam dół stosu skryptów, co jak możemy się domyślić nie poprawi odbioru danego projektu. Po raz kolejny padły słowa, by nie bawić się w reżysera i nie umieszczać żadnych, ale to żadnych wskazówek odnośnie ustawienia kamery. Taka sugestia, na ogół podyktowana chęcią wizualizacji scenariusza, może zostać źle odebrana, co jak wiemy nie skończy się dobrze. Ponadto ważne, by nie dopisywać przy dialogach, w nawiasach emocji postaci. Nastrój sceny ma wynikać z napisanych kwestii oraz sytuacji bohaterów, dlatego propozycje gry aktorskiej są po prostu zbędne.

Jeśli chodzi o cnoty scenarzysty, to Juliusz Machulski zwrócił uwagę, że: „nieważne co się czyta, ale jak”. Świetna, intrygująca historia napisana trudnym językiem, może zostawić niesmak po dobrnięciu do końca i niekoniecznie się spodobać. To również działa w drugą stronę, można opowiedzieć w ciekawej i przyjemnej formie „najprostszy banał”, który dzięki łatwości w czytaniu zostawi po sobie lepsze zdanie. Mimo że scenariusz nie jest tak rozbudowaną formą literacką jak na przykład powieść, to styl pisania ma ogromny wpływ na opinię końcową danego projektu i trzeba go po prostu ćwiczyć.


Oczywiście wyznacznikiem dobrego scenariusza jest przykuwająca uwagę historia, ciekawi bohaterowie oraz solidny konflikt, ale o tym wszyscy aspirujący scenopisarze powinni wiedzieć. Twórca „Vabanku” powiedział też, że nigdy nie siada do pisania, jeśli nie zna zakończenia opowiadanej fabuły. To także jest cenna uwaga, tym bardziej w przypadku gdy istnieje pogląd „pisz i zobacz jak rozwinie się całość”, który bardzo często sprawia, że napisany w ten sposób scenariusz po prostu nie ma sensu. Brak postawienia konkretnego celu bohaterom może spowodować, że będą oni niezdecydowani i to bynajmniej nie w znaczeniu pożądanym przez autora tekstu.

Mam nadzieję, że wnioski ze spotkania nasuwają się same i skorzystacie z zawartych tu „nauk”. Dodatkową (być może najważniejszą) informacją jest to, że studio Zebra przyjmuje i czeka na ciekawe (głównie łatwe w realizacji) scenariusze. Być może komuś dopisze szczęście i ujrzy swój projekt na dużym ekranie.

Na zakończenie warto wspomnieć, że Juliusz Machulski na pytanie; jak rozwijać swoje umiejętności scenopisarskie, poradził by oglądać dużo dobrych produkcji oraz stwierdził: „Nie wyobrażam sobie dnia bez obejrzenia filmu”. Prawdziwy miłośnik kina też nie.


Jedna odpowiedź

  1. JO pisze:

    Dzięki za relację ze spotkania. Przeczytałam ją z dużym zainteresowaniem.