Z czego składa się dobra historia?

Scenopisarstwo | Autor: Privsand
Sie 17 2010

Podobnie jak w wielu innych dziedzinach branży filmowej, istnieją opracowane i stosowane od dawna wskazówki (wytyczne) dotyczące prowadzenia historii w sposób umożliwiający jak najczytelniejsze przedstawienie kolejnych wydarzeń. Przyglądając się bliżej większości powstałych filmów, można dostrzec, że opierają się one głównie na III-aktowej konstrukcji Arystotelesa. Zainteresowanych zgłębieniem tematu zachęcam do zapoznania się z „Poetyką” autorstwa tego filozofa.

Czym są owe III Akty? Mówiąc wprost: początek, rozwinięcie i zakończenie.
Elementy składające się na poprawnie skonstruowaną historią. Nikt tutaj nie odkrywa nimi Ameryki, ale podczas pisania bardzo często umykają one mniej wprawionym scenarzystom, którzy zadają sobie potem pytanie: „Czego jeszcze brakuje?”.

Najważniejszy jest konflikt. Bez niego nie ma po co opowiadać historii. Kto chciałby słuchać o nudnym bohaterze, który poprzez swoją bierność nie inicjuje zdarzeń napędzających fabułę? Nikt. Dlatego też kluczem do stworzenia historii jest zdarzenie inicjujące, zwane także katalizatorem. To ono rozpoczyna drogę protagonisty do osiągnięcia celu. Jest motorem całego filmu.

III-Aktowa konstrukcja wygląda w przybliżeniu mniej więcej tak:
(rozbudowaną interpretacją tej struktury jest 12 etapów podróży bohatera)

  • AKT I – początek
  • Wprowadzenie do historii pokazuje bohatera w jego zwyczajnym świecie. Poznajemy jego życie, interesujące nawyki oraz charakter. Wszyscy wiemy, że za chwile coś się zmieni. Musi nastąpić scena, w której bohater powie: „dość rutyny” i wyruszy w świat, bądź zostanie do tego zmuszony. W tym samym czasie wkracza na scenę także antagonista lub jesteśmy świadkami jego działań. Na ogół szacuje się, że katalizator pojawia się w 15 minucie filmu, czyli na 15 stronie scenariusza filmowego. W produkcjach z lat 80 i wcześniejszych można niemal z zegarkiem w ręku wyłapać ten moment.

  • AKT II – rozwinięcie
  • Jak sama nazwa wskazuje, rozwija wątki i odpowiada na pytania postawione na początku filmu. Przedstawia głównie drogę bohatera do osiągnięcia celu, która (na ogół) im bardziej wyboista tym lepsza. Dlaczego? Protagonista pokonując przeszkody uczy się, zdobywa umiejętności niezbędne do wykonania głównego zadania. Ponadto zasianie wątpliwości u widza, czy misja się uda, jest doskonałym środkiem budującym napięcie. Ważnym elementem rozwinięcia są punkty zwrotne, takie jak na przykład: zdrada przez przyjaciela czy kolejna część układanki, rzucająca nowe światło na wcześniejsze zdarzenia. Ich zadaniem jest mylenie odbiorcy i stawianie nowych pytań, co do głównego celu wyprawy. W najpopularniejszych scenariuszach znajdują się 2, może 3 punkty zwrotne (wyjątkami są m.in kryminały, które fascynują swoją złożoną budową).

  • AKT III – zakończenie
  • Ostatni akt zawiera tak zwany Climax (punkt szczytowy). Jest to zdarzenie (np: ostateczna walka z przeciwnikiem), po którym napięcie zaczyna już opadać. Do tego momentu cała widownia śledzi z ciekawością (lub nie) drogę do osiągnięcia celu. Potem wszystko się wyjaśnia. Bohater przechodzi przemianę, świat wokół niego się zmienia. Misja wykonana, wróg pokonany. Można już spokojnie zakończyć historię.

    Ta struktura pisania jest dość uproszczona i daje duże pole do popisu. Początkujący scenarzyści muszą jednak o niej pamiętać przy tworzeniu swoich prac, by móc odpowiedzieć na często zadawane przez producentów pytanie: „Co jest konfliktem?”. Trzeba pamiętać: bez konfliktu nie ma akcji, bez akcji nie ma historii.


    komentarze 2

    1. Jakim napisał(a):

      Bardzo dobrze przedstawione. Często spotyka się sytuacje, w których początkujący twórca ma zamiar stworzyć coś eksperymentalnego, coś, co łamie schematy, nie znając ich dobrze. Powstają wtedy, być może nawet ciekawe, ale kompletnie nie do przeniesienia na ekran pseudoambitne koncepcje pozbawione jakiejkolwiek struktury – a z tym to należy poczekać :).

      • Privsand napisał(a):

        Wielu początkujących stawia sobie za przykład „Pulp Fiction”, który na swój sposób łamie te zasady, ale zapominają o fakcie, że Quentin Tarantino musiał znać je bardzo dobrze, by od nich odejść.